Kogo mogę pozwać? | Obóz skautowy w Norwegii

W oczekiwaniu na opuszczenie flagi.

Wypełniając kartę obozową, nie potrzebowałam zaświadczenia od lekarza, jedynie dat szczepień (wierzono mi na słowo). W miejscu zbiórki nie sprawdzono listy obecności — kto się pokazał ten jechał, kto nie ten nie. Pielęgniarką i kucharką była jedna osoba. Nie miała gabinetu, osobnego namiotu, ani odpowiednika książeczki sanepidowej. Była nią mama rodzeństwa harcerzy.

Na obozie nie było ratownika wodnego, co w mojej zethapowskiej, behapowskiej głowie absolutnie się nie mieściło. Harcerze kąpali się pod opieką liderów grup… albo sami. Kąpielisko nie było oznakowane, ani ograniczone bojami. Dzieścia metrów od brzegu dryfowała przywiązana do dna tratwa, na którą harcerze mogli wchodzić i z której mogli skakać. Moja głowa wychowana w realiach pracy wychowawcy w Polsce, cały czas tworzyła scenariusze możliwych wypadków — ktoś na tej platformie straci równowagę i z niej spadnie uderzając głową, ktoś próbując się wynurzyć, natrafi na napełnione powietrzem beczki, na których owa tratwa była zbudowana, ktoś inny kierowany brawurą wypłynie na sam środek gigantycznego jeziora, skąd nikt nie usłyszy jego wołania o pomoc.

— A jak jesteś z rodziną nad jeziorem, też macie prywatnego ratownika? — mówił Morten — Nie świruj, przecież jesteśmy po kursie pierwszej pomocy.

No może i jesteśmy. Chociaż ja na pewno nie pływam dostatecznie dobrze, żebym była w stanie wyłowić topiącego się, tęgiego dwunastolatka.

***

Na jednym z podobozów odbywały się warsztaty z robienia drewnianych pierścieni do chust. Wykonanie takowego wymagało użycia ostrego noża, wiertarki, papieru ściernego, lutownicy oraz piły. Opieka nad harcerzami z wiertarkami, nawet tak młodymi jak 10 lat, była — parę metrów dalej siedziała kadra. Śmiejąc się i plotkując, plotła pierścienie z paracordu.

— Morten, pytanie. — Zaczęłam jak zawsze. — Jeśli, hipotetycznie, jednemu z tych harcerzy omsknie się piła i się skaleczy. Poważnie. Powiedzmy, że straci palec. Kto w takiej sytuacji jest odpowiedzialny?

(chwila ciszy)

— Harcerz? – Odpowiada wyraźnie zdziwiony pytaniem.

— Nie, nie w tym sensie. Rodzice zakładają sprawę w sądzie o niezapewnienie uczestnikom odpowiedniego bezpieczeństwa. Kto z kadry może mieć kłopoty? Komendant? Drużynowy? Odpowiedzialny za zajęcia?

— Ale nie rozumiem, w którym miejscu kadra nie zapewnia bezpieczeństwa. Przecież piłą można równie dobrze skaleczyć się w domu. Zresztą żaden rodzic nie sądziłby się o to z opiekunami, przecież to wina dziecka, że używało piły w niewłaściwy sposób.

— Morten, hipotetycznie! — Drążę. — Powiedzmy, że CI rodzice są tacy, że składają pozew.

— Wiesz co, nie mam pojęcia. Spytaj Johannesa, on lepiej się zna na prawie.

Johannes to najstarszy brat Mortena. Podczas obozu pełnił w komendzie funkcję szefa do spraw programu. Przytoczyłam ten sam przykład z piłą i pozwem i zadałam to samo pytanie.

— Ale co to za absurdalna sytuacja? Po pierwsze, żadnemu rodzicowi nie przyszłoby do głowy pozywanie kadry, kiedy dzieciak sam zrobił sobie krzywdę. Po drugie, żaden sąd nie zarejestrowałby takiej sprawy, pozew z automatu by wylądował w koszu. Po trzecie, żaden szanujący się prawnik nie poświęciłby swojego cennego czasu na reprezentowanie takich ludzi.

Taka odpowiedź naprawdę mnie zszokowała. To, co my, polscy wychowawcy, zawsze mamy z tyłu głowy, kiedy coś się stanie, czyli widmo bycia oskarżonym i pozwanym przez rodziców podopiecznego, dla Norwegów jest sytuacją tak abstrakcyjną, że ich system nie jest na nią przygotowany. Cały czas starałam się ciągnąć temat. Usłyszałam po raz kolejny, że jestem przewrażliwiona, bo wypadki były, są i będą. Nie zgadzam się jednak z epitetem „przewrażliwiona”. Po prostu zostałam wychowana, i funkcjonuję jako opiekun, w innym systemie i realiach społecznych.

Zadawszy pytanie, czego w takim razie może się spodziewać drużynowy kiedy już do wypadku dojdzie, usłyszałam:

— Tego, że rodzice odwiedzą go w domu z kwiatami i bombonierką, żeby podziękować za fachowe udzielenie pierwszej pomocy.

***

Napisałam ten tekst w ramach próby na stopień Harcerki Orlej. Kolejny z serii o norweskim skautingu już niedługo. Trzymajcie się i do zobaczenia pod tym samym adresem strony! |

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s