Barwy narodowe

Idziemy z Siri gdzieś z tyłu marszu siedemnastomajowego w Londynie. 17 maja to na polskie realia połączenie 3 maja i 11 listopada – największe święto narodowe. Przed nami idzie rodzina z kilkuletnim synkiem w spacerówce. Ów synek w lewej rączce trzyma flagę Norwegii, która okrutnie wlecze się po ziemi od czasu do czasu wkręcając się w koła wózka. Siri syczy zniecierpliwiona. „Powinni coś mu powiedzieć, albo zabrać mu tę flagę! To skandal, że pozwalają mu na TAKIE traktowanie naszych barw!”


Wieczór. Wracamy z Mortenem z programowej części obozu podczas Roverway do naszego podobozu. Przechodzimy przez aleję z flagami wszystkich państw uczestniczących w wydarzeniu. Morten podchodzi to flagi Norwegii i ją opuszcza. „Nasza flaga narodowa nie może wisieć po zmroku. Co wieczór należy ją spuszczać.”


Jestem w Sandefjord po raz pierwszy. Bez Mortena, za to z Martą i Pauliną. Opowiadam im, że dowiedziałam się ostatnio, że zgodnie z tradycją kiedy Norwegii dotknie ziemi, należy ją podrzeć (nie pociąć!) i spalić wszystkie trzy kolory oddzielnie. Dostałam burę za zmyślanie, koloryzowanie i chęć wyjścia na znawcę kultury. A to akurat najprawdziwsza prawda!

Siri w tradycyjnym stroju podczas obchodów 17 Maja.
Stojak z flagami w hipermarkecie.

To, że Norwegowie mają bardzo specyficzny stosunek do barw, zaobserwowałam już dawno. Masa domostw ma na posesji maszty, na których daleko od jakichkolwiek świąt państwowych można zaobserwować powiewające granatowo-białe krzyże na czerwonym tle. Domownicy owe flagi karnie podnoszą każdego ranka i opuszczają co wieczór. Dzięki temu też z daleka można powiedzieć, które rodziny są aktualnie w żałobie (flaga do połowy spuszczona). Pozytywnym zaskoczeniem dla mnie była ich jakość – niemal wszystkie, jakie widziałam, były bawełniane (w końcu zgodnie z tradycją muszą dawać się palić), szyte (nie nadrukowywane), z drewnianym pałąkiem (nie plastikowym). Można je znaleźć w każdym domu, na stanie każdej drużyny harcerskiej, co u nas (przynajmniej w moim środowisku) jest raczej rzadko spotykane. Flaga na maszcie ma status niemal bóstwa.

Niemal, bo tu przechodzimy do drugiej strony medalu. Widziałam masę przypadków wykorzystania norweskich barw w sposób dla nas obrazoburczy, lub zwyczajnie niesmaczny. Cóż, różnice kulturowe. Ani lepiej, ani gorzej inaczej. Opakowanie chusteczek, etykietka na napoju gazowanym, paczka plasterków z dużą, na co najmniej 1/3 powierzchni flagą państwową. Samych Norwegów, w każdym razie tych, z którymi o tym zjawisku rozmawiałam, to nie razi.

Oznaczenie lokalnego produktu, normalna rzecz. Ja takie zawsze chętniej kupuję słyszę.

Ale moim osobistym szczytem wszystkiego, a zarazem dowodem na to, że patriotyzm można uprawiać w dosłownie każdej sferze życia, była porno gazetka z DVD z flagą narodową i podpisem „100% Nordisk”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s