Kościół Pokoju w Świdnicy | Górny Śląsk

Jedziemy. Kolejnym punktem na trasie rodzinnej wycieczki, od zera zaplanowanej i zarządzonej przez mamę, jest Świdnica i Kościół Pokoju. Niewiele o nim wiedzieliśmy — ot kolejny malowniczy, drewniany kościółek, wyróżniający się jedynie tym, że nie jest katolicki, a protestancki. Stąd nasze zdziwienie faktem, że znajduje się on na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Czemu właśnie ten?

Pierwszym szokiem był rozmiar. Fakt, że kościół znajdował się wśród drzew, oraz to, że wówczas jeszcze nie miałam obiektywu szerokokątnego (i nie mogłam tego odżałować), nie pozwoliły mi ująć całej budowli na zdjęciu. Kościół był ogromny.

Wnętrze ani odrobinę nie przypominało typowo protestanckich. Zdecydowanie wpisywało się w tezę mówiącą, że budynek kościoła powinien „reklamować niebo”. Być przestrzenią zawieszoną pomiędzy życiem ziemskim i pozaziemskim. Przypominać wiernym, że dobrowolnie podjęty przez nich trud wiary ma wyższy cel, niemożliwy do ogarnięcia umysłem śmiertelnika. Wieczność.

Mama zawsze śmieje się, że kościoły protestanckie wyglądają tak, jakby „interes miał zaraz się zwinąć”. I z punktu widzenia nas – wychowanych w otoczeniu budowli katolickich, rzeczywiście tak to może wyglądać. Białe ściany, ubogie zdobienia, brak jakichkolwiek przejawów ikonodulii. Protestanckie wnętrza sprawiają wrażenie, jakby wszystko, co dla katolików jest nieodłącznym elementem wystroju kościoła, zostało spakowane w kartony i czekało na przeniesienie w „lepsze miejsce”.

Tutaj było inaczej.

Wszechobecne malowidła ścienne, rzeźby sprawiające wrażenie żywych, lekkich, unoszących się w gigantycznej przestrzeni. Dwie kondygnacje balkonów nastawione na pomieszczenie jak największej liczby osób. Złocenia. Portrety. Przepiękne, kunsztowne żyrandole.

Widok tego wszystkiego sprawił, że zaczęłam kwestionować wszystko, co wiem na temat religii post-reformacyjnych. Dało mi to niezwykle mocny impuls do dokształcenia się. Postaram się tu zawszeć najciekawsze informacje na temat Kościoła Pokoju i różnic międzywyznaniowych w pigułce.

Odrobina historii. Kościół Pokoju został wybudowany w 1657 roku, za czasów, kiedy Śląsk znajdował się na terenie Austrii. Jego budowa była możliwa dzięki światopoglądowej odwilży przypieczętowanej pokojem westfalskim w 1648. Porozumienie to umocniło postanowienia pokoju augsburskiego, przewidywało koegzystencję katolicyzmu, luteranizmu i najmłodszego, zalegalizowanego wówczas, kalwinizmu. Wtedy również protestanci uzyskali prawo głosu w organach ustawodawczych.

Na budowę świątyni wydać pozwolenie musiał sam król Ferdynand III Habsburg, zrobił w końcu to pod naciskiem szwedzkich monarchów oraz ludności protestanckiej na ziemiach śląskich. Wprowadził jednak pewne obostrzenia:

— na Śląsku mogły powstać jedynie trzy kościoły protestanckie — w Świdnicy, w Jaworznie i (niezachowany do dziś) w Głogowie,
— żaden z kościołów nie mógł posiadać szkółki parafialnej, ani dzwonnicy (w Świdnicy dobudowano je w 1708),
— kościoły nie mogły być budowane z cegły, ani z kamienia — te materiały były zarezerwowane dla kościołów katolickich,
— nie mogły kształtem bryły przypominać kościołów katolickich,
— ich budowa nie mogła trwać dłużej niż rok.

W czasach kiedy Kościół Pokoju został wybudowany, i przez wiele wieków później, protestantyzm uchodził za znacznie bardziej rygorystyczny, konserwatywny i przywiązany do tradycji niż katolicyzm. Ciężko w to uwierzyć z perspektywy dzisiejszych czasów, kiedy w tyły świątyń luterańskich wrosły bufety, w których za ekwiwalent pięciu złotych można kupić kawę, a Słowa Bożego można słuchać zajadając tosty z szynką i serem. Dziś role płciowe (w luteranizmie) zostały niemal całkowicie zatarte, kobiety zostają pastorkami wespół z mężczyznami. Nie ma problemu ze znalezieniem duchownego, który udzieli kościelnego, homoseksualnego ślubu (w tej kwestii istnieje coś w rodzaju klauzuli sumienia, pastor/ka może indywidualnie zgodzić się, lub nie, na udzielenie takowego) (1).

Wiedząc to wszystko, naprawdę szokuje fakt, że w Kościele Pokoju siedzenia były numerowane i przypisane do konkretnych osób. Miejsca te były tak drogocenne, a protestancka społeczność Śląska tak hermetyczna, że można było takowe dostać tylko na dwa sposoby — dostać w spadku, albo nabyć za bajońską sumę od osoby tej samej płci (!) i o zbliżonej pozycji i statusie materialnym.

W samym kościele z głośników słychać bardzo ciekawie mówiącego przewodnika, my załapaliśmy się na oprowadzanie w języku polskim i niemieckim. Oprócz nas, zwiedzających było sporo, zwłaszcza Niemców, ale ani trochę nie przeszkadzało to w odbiorze.

Dopóki każdy jest w stanie uszanować miejsca kultu, oraz wolność przedstawicieli nie tylko swojej religii, ale i cudzych, możemy wszyscy na tej i tak wspólnej planecie w zgodzie i pokoju koegzystować. Nie mamy zresztą innego wyjścia. |

1 — Nie wiem, czy tak jest w każdym kraju i w każdym odłamie protestantyzmu, na pewno jest to praktykowane w Norwegii w kościołach luterańskich. Moim konsultantem był właśnie Norweg, luteranin, który w liceum wziął rozszerzenie z religioznawstwa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s