A dzisiaj, drogie dzieci, będziemy wąchać lisie siki! | Norweski skauting (obrzędowość)

Na samym początku muszę przyznać się do wprowadzenia was, czytelników, w błąd. W tym [klik] poście w punkcie ósmym napisałam, że norweskie drużyny nie bawią się w bohaterów, ani obrzędowość. Moja niewiedza spowodowana była tym, że jak się później dowiedziałam, tylko „mali skauci” miewają obrzędowość, a w końcu oni nie jeżdżą na obozy. Wyżej wspomniany post napisałam świeżo po obozie, kiedy jeszcze ani razu nie miałam w Norwegii do czynienia z najmłodszą metodyką. Za nieporozumienie – przepraszam. Tymczasem przechodzę do właściwego tematu wpisu.

Na początku zbiórki, zanim jeszcze nastąpi podział na zastępy, „mali skauci” z Fevang siedzą w kole, proponują i wybierają demokratycznie jedno zwierzę, na temat którego w przyszłym tygodniu dowiedzą się nieco więcej. Na pierwszej zbiórce w tym roku wybrano lisa.

Byłam pozytywnie zaskoczona, ile pracy i serca Akela włożyła w research i w jak najatrakcyjniejsze przedstawienie dzieciom zwierzęcia. Uczestnicy jak zahipnotyzowani słuchali opowieści o siedliskach, zachowaniach i terenach występowania, podając dalej zalaminowaną kartkę A3 z wydrukowaną sylwetką i wyglądem śladów łap. Akela chodziła w kółko ilustrując swoim ciałem wszystko, o czym mówiła. Ściszała głos, podnosiła go, skradała się, albo biegła w miejscu.

Kiedy już wyglądało na to, że zbliżamy się do końca gawędy, drużynowa wyjęła z kieszeni swojej kurtki… Dwa woreczki strunowe z lisią kupą. Jak można się łatwo domyślić, nic lepszego tego dnia dzieci nie spotkało. Z lubością podawały woreczki z kałem dalej, oglądając go dokładnie ze wszystkich stron i próbując poczuć jego zapach przez plastikową zaporę. Lisia kupa jest stosunkowo łatwa do odróżnienia od kup innych zwierząt – jest zakończona małym ogonkiem, i łatwa do zebrania – lisy nie załatwiają się dyskretnie, w krzakach, robią to zawsze na kamieniu, czy skale.

Kiedy karuzela śmiechu już powoli zwalniała, Akela z drugiej kieszeni tej samej kurtki wyjęła szklany słoik z lisimi sikami, otworzyła go i podchodząc do każdego skauta po kolei, pozwalała je powąchać.

Akela z lisim moczem.

Zaraz po tej demonstracji, podzieliliśmy się znów na zastępy i już bez pomocy Akeli, przystąpiliśmy do realizacji kolejnego konspektu. Kończyliśmy zeszłotygodniowe gwiazdozbiory, na koniec każdy skaut wykonał rysunek Układu Słonecznego. Tą częścią byłam trochę rozczarowana, nauka o planetach i tworzenie ich modeli ma o niebo większy potencjał programowy niż wykonywanie rysunku na podstawie wzoru, ale w końcu ja tu tylko obserwuję. Starałam się wyłapać i zapamiętać jak najwięcej imion. Tak minęła nam cała zbiórka.

Morten i jego Układ Słoneczny.
Ciężka praca nad odwzorowaniem Układu Słonecznego. Uzyskałam zgodę na robienie zdjęć podczas zbiórek pod warunkiem, że nie będę pokazywać twarzy dzieci.

***

Chciałabym napisać więcej na temat obrzędowości. „Mali skauci” drużyny z Fevang bawią się w „Księgę dżungli”. Tematyka wydaje się oczywista – bajka Disneya. Mimo to nie znam żadnej Polskiej gromady, która by takową podjęła. Drużynowa podgrupy (którą obecnie jest Christine) nazywana jest „Akelą”. Gdyby „małych skautów” przejął kiedyś mężczyzna, a w historii podgrupy jeszcze nie miało to miejsca, przewidziana dla niego jest ksywka „Baloo”.

Na tym, na zwierzęciu tygodnia i na nawiązywaniu do „Księgi dżungli” w pląsach i gawędach, niestety obrzędowość się kończy. Regulamin mundurowy NSF* przewiduje jeden wzór chust dla całego kraju (właściwie dwa, jeśli liczyć chustę na zloty międzynarodowe). Tożsamość drużyny można wyrażać jedynie poprzez naszycie czegoś w jej rogu, lub przez fikuśny suwak. „Plakietką drużyny” na ogół jest cieniutka wstążeczka nad kieszonką munduru, przypominająca nasze pamiątki z Wędrowniczej Warty, a najwyższą manifestacją oryginalności jednostki jest wspomniany już przeze mnie tutaj [klik] koc obozowy.

*W Norwegii wpływy organizacji skautowych rozkładają się mniej więcej tak jak w Polsce. NSF to odpowiednik naszego ZHP (organizacja świecka, zdecydowanie liczniejsza), a YMCA to taki ZHR (chrześcijańska, mniej liczna, nie mniej prężnie działająca). Tu, w Norwegii należę do NSF, w Polsce do ZHP i na temat tych organizacji się wypowiadam.

Uniwersalna chusta norweskiej organizacji skautowej NSF.

Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że ktoś z Was czytając to, dowiedział się czegoś nowego i zainspirował się do pracy ze swoimi podopiecznymi!

Napisałam ten tekst w ramach próby na stopień Harcerki Orlej. Kolejny z serii o norweskim skautingu już niedługo. Trzymajcie się i do zobaczenia pod tym samym adresem strony! |

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s