Wkręciłam się do filmiku The Whimsical Woman!

Tak, górny rząd, piąta od lewej to ja!

Przejście Pacific Crest Trail jest moim marzeniem mniej więcej odkąd dowiedziałam się o jego istnieniu. Od tamtej pory co roku obserwuję co najmniej jednego wędrowca, lub projekt grupowy podejmujący to ogromne wyzwanie. Tak więc od 2017-go roku obserwowałam zmagania kolejno Kamili Kielar, Jennifer Mabus (o niej ten post), Tommy’ego Corey’a, Once_upon_a_hike i FeeLife.

Więc kiedy Jennifer Mabus znana również jako The Whimsical Woman ogłosiła, że szuka samotnie podróżujących kobiet do swojego jednorazowego projektu wideo, nie zastanawiałam się ani chwili. Zgłosiłam się. Dostałam w odpowiedzi lakoniczną, acz konkretną instrukcję na temat parametrów technicznych mojego nagrania, oraz tego, co dokładnie projekt ma na celu.

Łapiąc ostatnie chwile światła dziennego, chwyciłam za lustrzankę. Chwila… Moje włosy wyglądają jak skąpane w oleju. Prysznic! Ech, świetnie… Teraz są całe mokre! Nie zdążę ich wysuszyć przed zachodem! No nic, założę czapkę i termobieliznę Mortena. Siądę na tle mapy, że niby tak światowo. I postawię obok siebie plecak! Będzie dobrze! Bo co ma nie być? W najgorszym razie mój filmik nie zostanie użyty. ALBO wyjdę śmiesznie.

No i wyszłam!

Jennifer postanowiła stawić czoła powszechnemu stereotypowi, że samotne wyprawy są domeną mężczyzn, a kobieta decydując się na taką, wystawia się na TYLE NIEBEZPIECZEŃSTW, że trzeba cudu, by wyszła z tego cało. Takie myślenie powstrzymuje wiele kobiet i dziewczyn przed ruszeniem w drogę, zupełnie niepotrzebnie!

Ja i 33 inne kobiety opowiadamy o tym, jak dużą radość, wolność i spełnienie daje podróżowanie solo. Mam nadzieję, że kogoś to zainspiruje! |

PS: Po nagraniu tego filmiku złapałam potwornego doła. Czułam się jak hipokrytka – opowiadałam o wielkich, samotnych wyprawach, a od dłuższego czasu zapuszczałam praco-uczelniano-domowe korzenie. Jeszcze tamtego wieczoru dowiedziałam się, że całe trzy dni, przez które miałam pracować, zostały mi anulowane. Zrobiłam szybki research, kupiłam bilety na pociąg, zarezerwowałam hostele i już następnego dnia zwiedzałam Brighton, a następnie przeszłam pieszo z Seaford do Eastbourne. O kulisach tamtej wycieczki można przeczytać tu [klik]. Nie ręczę jednak za jakość tego wpisu. Powstał wiele miesięcy temu i od tamtej pory, mam wrażenie, bardzo się rozwinęłam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s