Jak to się stało, że prowadziłam sklepik na norweskim obozie skautowym?

Ja jeszcze w długich włosach. W tle Morten.

Więcej o norweskim obozie możecie przeczytać tu [KLIK]. W tym wpisie chciałam się skupić na sklepiku, który wespół z Mortenem i Nicole z Niemiec prowadziliśmy przez cały turnus.

Mój wyjazd na obóz do Gran do bazy Nordtangen od początku był pomysłem Mortena. Sama byłam do niego sceptycznie nastawiona, w końcu ledwo dukam po norwesku, a głupio mi jak całe towarzystwo przestawia się specjalnie dla mnie na angielski. W tym miejscu pojawił się pomysł, żeby mnie wkręcić do kadry. Tylko jak? Oczywiście na obozie zawsze znajdzie się fucha „przynieś, podnieś, pozamiataj”, która nie wymaga interakcji z uczestnikami, ale czemu Norwegowie mieliby wziąć mnie, skoro własnej kadry i wędrowników mają do wyboru do koloru?

Wtedy narodził się pomysł na sklepik.

„Kiosk” był od początku naszą inicjatywą. Płaciliśmy za swoje wyżywienie podczas obozu, a zyski ze sprzedaży miały zostać podzielone między jednostki biorące w nim udział. Przedstawiliśmy swój pomysł komendzie, a ta się zgodziła. Czemu miałaby się nie zgodzić? Dostaliśmy nawet pieniądze na pierwsze zakupy. Dowiedzieliśmy się później, że Johannes (brat Mortena) również chce wkręcić na obóz swoją dziewczynę Nicole z Niemiec. Zaprosiliśmy ją więc do współtworzenia Kiosku.

Od lewej: sklepik; skauci; przepyszne jedzenie z namiotu kuchennego.
„Przepyszny” jest napisane z błędem. Powinno być „deilig”. Tak mi podyktował i zatwierdził native speaker.

Nie miałabym na imię Asia, a na nazwisko Zychla, gdybym nie zaprojektowała prostego logo, cennika i kilku memów, które zalaminowaliśmy i wywiesiliśmy na ganku, na którym nasz sklepik się mieścił.

Cały pierwszy dzień obozu spędziliśmy w budynku planując, co będziemy sprzedawać i po ile. Porównywaliśmy ceny w Kiwi i Rema 1000 (dwa norweskie dyskonty a’la Lidl, czy Biedronka), szacowaliśmy przychody i rozchody i pojechaliśmy po pierwsze zakupy.

Już pierwszego dnia zdaliśmy sobie sprawę z tego, że nie doceniliśmy naszych klientów. Ogłosiliśmy otwarcie o 12:00, skauci gromadzili się pod gankiem już z godzinnym wyprzedzeniem, żeby na pewno dostać to, co najlepsze. Cały towar zszedł nam w połowie kolejki. Następnego dnia zaopatrzyliśmy się lepiej, ale w życiu byśmy nie podejrzewali takiego zainteresowania. W Polsce zdarzało mi się obozować na bazach ze sklepikami, ale wszystko najczęściej rozbijało się o to, że dzieci zabierały na obóz nie więcej niż 20 zł. Tu skauci wydawali lekko 50 zł dziennie. Oczywiście nie można przeliczać tego w ten sposób, w Norwegii 60 zł na godzinę to stawka za prostą, fizyczną pracę, a 12 zł za colę to nie jest wygórowana cena. Mimo to byłam w szoku, ile dzieci mają przy sobie pieniędzy i ile przeznaczają na słodycze.

Musieliśmy wprowadzić pewne modyfikacje. Pierwszą z nich było to, że zamiast otwierać sklepik codziennie o 12:00, otwieraliśmy go o losowych godzinach i ogłaszaliśmy to krzycząc na całą bazę. Uznaliśmy taki system za bardziej sprawiedliwy. Wówczas skauci nie będą gromadzić się godzinę przed otwarciem kosztem zajęć programowych, a ci z luźniejszymi przedpołudniami nie będą uprzywilejowani. Oprócz tego obserwowaliśmy, co schodzi szybciej, co wolniej i co sprzedaje się dlatego, że skauci mają na to ochotę, a co tylko dlatego, że to jedyne, co nam zostało. W zależności od pogody staliśmy albo na ganku tuż przy schodach, albo w drzwiach.

Zawijająca się kolejka skautów. Nicole podająca Fantę.

Już pierwszego dnia wypracowaliśmy sobie system. Morten obsługiwał kasę, w końcu on jako jedyny mówił po norwesku. Ja i Nicole stałyśmy przy lodówce i zamrażarce i podawałyśmy to, o co skaut poprosił. Uzupełniałyśmy też produkty na „półkach”, czyli na plastikowych pudłach, jak tylko tam czegoś zabrakło. Można było u nas płacić gotówką, albo vippsem.

Vipps to taki norweski PayPal. To aplikacja, dzięki której można przelewać pieniądze na czyjś numer telefonu. Ta metoda płatności jest tu bardzo popularna. Nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że na równi z kartą, gdyż Vipps nie wymaga od sprzedającego posiadania terminalu. Można nim płacić w taksówkach, na pchlich targach i wyprzedażach garażowych, które cieszą się tu niesłychanym powodzeniem, w niektórych sklepach oraz za niektóre usługi. Najbardziej niespodziewanym dla miejscem zastosowania Vippsa był… kościół protestancki. Podczas mszy gdy pastor zbierał datki na tacę, na obrazie z rzutnika wyświetlił się numer Vipps, na który można było przelać swoją ofiarę. Jak już otrząsnęłam się z pierwszego szoku, pomyślałam, że to nawet praktyczne. W domu rodzinnym zawsze w panice szukaliśmy drobnych tuż przed mszą, a tu można dowolną kwotę bez problemu przelać.

Skautka płacąca Vippsem.

Nasza obozowa codzienność podporządkowana sklepikowi, wyglądała dość monotonnie. Wstawaliśmy koło 9:00, jedliśmy śniadanie z uczestnikami, jechaliśmy na zakupy do Rema 1000 i Kiwi, wracaliśmy z samochodem wypchanym po dach, następnie go rozładowywaliśmy: lody do zamrażarki, wszystko z czekoladą i napoje do lodówki, reszta do bazowych plastikowych skrzynek, które pełniły funkcję półek sklepowych. Otwieraliśmy, siedzieliśmy na ganku do ostatniego skauta, zamykaliśmy, robiliśmy remanent, liczyliśmy pieniądze i planowaliśmy kolejne zakupy. Dopiero jak się z tym wszystkim uporaliśmy, mogliśmy brać udział w zajęciach.

Na koniec obozu okazało się, że sklepik przyniósł… Ponad 10 000 koron (ok. 5 000 zł) zysku! Spodziewaliśmy się wyjścia na plus, ale nie aż takiego, jeszcze w zaledwie dwa tygodnie! Wróciłam do domu w poczuciu spełnionej misji. Zaangażowaliśmy w obóz dwie osoby niemówiące po norwesku (w tym mnie), stworzyliśmy sklepik od zera, dostarczaliśmy skautom lodów w upalne dni i jeszcze każda jednostka wróci z obozu z zastrzykiem gotówki.

Był to kolejny tekst z serii o norweskim skautingu, który ulepiłam w ramach próby na stopień Harcerki Orlej. Piszę to czekając na samolot na lotnisku Londyn Stansted. Lecę na weekend do Polski na złote gody dziadków. Morten też tam będzie i przy okazji wpadnie na zbiórkę mojej dawnej gromady. Na pewno o tym napiszę, więc zaglądajcie tu na dniach! Tymczasem do zobaczenia! |

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s