Londyn — miasto, którym rządzą lisy.

Śmieci na ulicach Londynu leżą wszędzie. Jak jeszcze mieszkałam na Eltham, któregoś dnia wniosłam do domu siatki i papierki, które znalazłam u nas w przednim ogrodzie. Żeby wyrzucić. Właściciel domu powiedział wtedy „Nie ruszaj, to nie nasze. Tu śmieci po prostu przywiewa z wiatrem.”. Rzeczywiście, śmieci w ogrodzie mieliśmy cały czas. Codziennie inne, nigdy nasze. Zawsze szokuje mnie nonszalancja i beztroska mieszkańców Londynu w tym temacie. Nieraz byłam świadkiem rzucania papierków na ziemię, czasem nawet z okna drugiego piętra autobusu, albo przerzucania ich do czyjegoś ogrodu.

Lis dojadający skrzydełka kurczaka w centrum Londynu.

Rzeczą, która dla mnie, osoby wychowanej w Polsce, jest nie do pomyślenia, jest wyrzucanie na ziemię resztek jedzenia, „bo ktoś się już najadł, a dwóch kęsów nie ma sensu pakować”. I nie jest to niestety zachowanie marginalne, mijanie leżących na ziemi resztek fast fooda jest na porządku dziennym. To stwarza świetne warunki dla miejskich lisów, których podstawą diety są myszy i właśnie śmieci.

Zdania na temat lisów są podzielone. Są oczywiście zwolennicy wystrzelania ich w pień, w końcu te robią kupę na trawnikach, hałasują, nie dają spać w nocy i uganiają się za domowymi pupilami. Szczególnie zagrożone są króliki i świnki morskie, dlatego nie powinno się ich wypuszczać na zewnątrz. Tę stronę barykady zasilają też zatroskani rodzice, którzy bawiąc się z dziećmi w ogrodzie, muszą mieć oczy dookoła głowy. Na Eltham raz nawet przyszło mi krzyczeć do sąsiadów z okna, kiedy zauważyłam czającego się lisa kilka metrów od niczego nieświadomych dzieci. Ataki lisów na ludzi są niezwykle rzadkie, to płochliwe zwierzęta, ale jak to mówią „better safe than sorry” (lepiej się zabezpieczyć niż żałować). W przypadku psów i kotów wygląda to tak samo. Paradoksalnie domowe zwierzęta wyrządzają znacznie większą szkodę lisom atakując, raniąc, lub zabijając ich młode, niż na odwrót. Niektórzy podnoszą też kwestię ryzyka wścieklizny, z tym że na przenoszenie tej i innych chorób tak samo narażone są ukochane wiewiórki

Lis uchwycony w ogrodzie mojego poprzedniego lokum. Mieliśmy ich tam pełno.

Jednak faktem jest, że jeśli lisów kiedykolwiek zabraknie, miasto utonie w myszach, szczurach i szarych wiewiórkach. Lisy są de facto ich jedynym naturalnym wrogiem bezpańskie psy zostały skutecznie wyeliminowane, wychodzących kotów się raczej nie widuje. Wystarczy popatrzeć jak świetnie myszy mają się w podziemiach, gdzie lisy nie mają wstępu.

Mysz w londyńskim metrze.

Czego by nie mówić o lisach, nie są one jak kleszcze, pluskwy, czy komary, które pojawiają się nieproszone mimo wszelkich środków prewencji. Zostały wyhodowane przez nawyki londyńczyków i dopóki te się nie zmienią, lisy będą miały się świetnie. Będą pożerać tłuste skrzydełka, kebaba, czy burgera, nie musząc nawet uganiać się za myszami. A dopóki turyści będą dokarmiać urocze szare wiewiórki, te będą się rozmnażać dając zielone światło do rozmnażania się lisom.

Pewnego razu w ogrodzie na Eltham zaobserwowałam fascynującą rywalizację wiewiórki i gołębia o pokarm. A raczej wiewiórkę dręczącą gołębia — oddalającą się od czasu do czasu, czekającą aż gołąb nabierze pewności siebie i zacznie skubać ziarna, żeby następnie na niego skoczyć i go spłoszyć.

Szacuje się, że w Londynie mieszka osiemnaście lisów na kilometr kwadratowy. Bardzo dużo. Oznacza to, że w mieście tych zwierząt mieszka dwadzieścia osiem tysięcy! Próbowałam znaleźć informację na temat tego, jak ma się sytuacja w moim rodzinnym Poznaniu, niestety dowiedziałam się jedynie, że lisów jest tam „za dużo”. Aczkolwiek jeśli wierzyć naocznym obserwacjom i częstotliwości natykania się na te zwierzęta, w Londynie lisów (proporcjonalnie) jest zdecydowanie więcej.

Lis spłoszony przez przejeżdżającą karetkę. Chwilę potem uciekł.

Jeśli o mnie chodzi, bardzo lubię lisy. Lubię je widywać, lubię się przy nich zatrzymać, poobserwować je, zrobić im zdjęcie, lub kilka. Zdaję sobie sprawę ze wszystkich dobrodziejstw, jakimi miasto się cieszy dzięki tym stworzeniom. Niesamowicie jest mieszkać w największym mieście Europy i jednocześnie obserwować faunę z tak bliska. Aczkolwiek mieszkam na trzecim piętrze w bloku, nie mam dzieci, zwierząt, ani ogrodu, dlatego nie zaliczam się do żadnej z grup, której lisy mogą przeszkadzać. W końcu każdy kij ma dwa końce. |

Polecam ten artykuł każdemu, kto chciałby dowiedzieć się więcej. To od niego zaczęłam research na temat miejskich lisów, które intrygowały mnie już od dawien dawna.
https://metro.co.uk/2018/09/08/inside-the-secret-world-of-londons-urban-foxes-7923273/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s