Kim jest Harry i czy napiłby się z Januszem?

Jest lato 2018. Obracam się w towarzystwie Norwegów. Wszyscy są dla mnie przemili i specjalnie żebym nie czuła się wykluczona, rozmają wyłącznie po angielsku, nawet między sobą. W pewnym momencie Marie rzuciła jakiś żart po norwesku i wszyscy zaczynają się śmiać. Zdezorientowana patrzę w stronę Mortena.

To nie o Tobie. Śmiejemy się z Harry’ego, czyli typowego Norwega na wakacjach. No wiesz, z brzuchem, w podkoszulku, w skarpetach do sandałów, z siatką z dyskontu w lewej ręce i puszką piwa w prawej.

Nie wierzyłam własnym uszom. Janusz ma swój odpowiednik za morzem! Wszystkie „januszowe” cechy, za które niektórzy Polacy wstydzą się za granicą, Norwegowie przypisują swoim rodakom. Wypisz, wymaluj.

Stereotypowy Harry to mężczyzna w średnim wieku, przedstawiciel klasy robotniczej. Jego żoną (odpowiednikiem „Grażyny”) jest Doris. Oba terminy wzięły się stąd, że wśród nizin społecznych w XX wieku popularne było nadawanie dzieciom typowo angielskich, bardziej „światowych” imion. Klasa średnia i wyższa uważały to za śmieszne i w złym guście, dlatego Harry i Doris stali się obiektem drwin i swego rodzaju symbolem. Analogicznym przykładem tego zjawiska w Polsce, i reakcji społeczeństwa są „Brajan” i „Dżesika”. Każdy wie, o kogo chodzi słysząc „brajanki” i dokładnie takim „brajankiem” na początku był Harry.

Harry wszędzie szuka okazji żeby zaoszczędzić i zarobić. Praca którą wykonuje jest partacza. W publicznych toaletach nalewa sobie mydło do śniadaniówki żeby zabrać do domu, bo „za darmo”. Na słowo „promocja” reaguje żywiej niż na imię. Jednak w przeciwieństwie do kolegi Janusza nie uważa, że „kiedyś to było” i „za komuny było lepiej”, gdyż zwyczajnie komuny nie doświadczył.

Jedyne różnice w wyglądzie stereotypowtch Janusza i Harry’ego to fakt, że Harry jest jasnym blondynem i jest kilka centymetrów wyższy. Obaj mężczyźni mają piwny brzuch, wąsy, zakola, noszą skarpety do sandałów (ewentualnie klapków) i są wyjątkowo przywiązani do reklamówek. Nieodłącznym elementem ubioru Harry’ego jest podkoszulek potocznie nazywany „żonobijką” (po angielsku „wifebeater”, po norwesku „konebanker”). Zawsze mnie ujmuje jak kolokwializmy okazują się międzynarodowe.

„Harry” może być też przymiotnikiem, który działa dokładnie to samo jak „januszowy”. W norweskiej potocznej mowie też są określenia takie jak „Harry biznesu”, zrobić coś „na Harry’ego”, „robota Harry’ego” itp. Morten powiedział kiedyś:

„Masa Norwegów co weekend przekracza szwedzką granicę żeby zrobić zakupy spożywcze. Wracają z samochodem załadowanym alkoholem po dach. To jest strasznie harry.”

Inny przykład, nasza niedawna rozmowa na Messengerze:

Ja: Morteeen, zrobiłbyś mi przysługę?
Morten: Zależy?
Ja: Weź zamów rolkę tych darmowych biodegradowalnych worków i odłóż ją dla mnie! Odbiorę ją w czwartek jak u Ciebie będę.
Morten: Ale po co? Przecież możesz takie worki kupić u siebie, w Anglii.
Ja: Wiem, ale wy je macie za darmo, a jestem za dużym Harrym, żeby za nie płacić xD

Teraz czas na doniosły, edukacyjny morał, prawda? Poznając historię Harry’ego po raz kolejny przekonałam się o tym, że stereotypy, zwłaszcza tak przerysowane i przypisywanie cech konkretnym grupom, czy wręcz nacjom, jest śmieszne. Różnice wewnątrz grup zawsze będą większe niż różnice między nimi, a niech panowie Janusz i Harry będą dowodem na to, jak bardzo ludzie na całym świecie są do siebie podobni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s