Norweskie czasopismo napisało o mnie artykuł!

TA DAAAAA!

Niech ten tekst będzie kolejnym z wielu dryfujących po internecie dowodów na to, że warto czasem mówić „TAK” szalonym propozycjom.

Regine napisała do mnie pewnego dnia na Instagramie. Znałam ją z widzenia, również brała udział w Roverway rok temu, być może zamieniłyśmy kiedyś słowo. Spytała, czy zgodziłabym się udzielić jej wywiadu do artykułu poświęconego w całości mojej osobie dla magazynu „Speideren”. Okazało się, że redaktor naczelna śledzi moje poczynania w sieci już od jakiegoś czasu. Po cichu mnie obserwuje na Instagramie i wiedziała, że piszę norweskim skautingu. No i o tym, że spoufalam się z Mortenem.

Wydaje mi się, że moja pierwsza reakcja była dość naturalna — radość z bycia docenionym przez nieznajomych, w połączeniu z „Ale dlaczego? Przecież jestem nomadką jakich wiele”.

Ale w końcu co złego mogło się stać? Zgodziłam się. Niedługo później usiadłyśmy z Regine na Skype i zaczęłyśmy rozmawiać. Wszystko przebiegało bardzo naturalnie, obie wyrobiłyśmy normę śmiechu na co najmniej tydzień. Zdążyłyśmy poruszyć masę tematów od moich europejskich eskapad, przez skauting, życie w Norwegii, związek z Mortenem, po etykę w podróży i ekologię. Dużo mówiłyśmy o kwestii bezpieczeństwa kobiet podróżujących w pojedynkę

Ale przejdźmy do artykułu. Morten przetłumaczył go dla mnie na angielski, a ja z angielskiego na polski.

Joanna podczas przygód

Podróże solo, fotografia i wieczne polowanie na nowe doświadczenia. Joanna Zychla jest studentką, wędrowniczką i poszukiwaczką przygód.

Joanna ma 21 lat i podróżuje między innymi ze względu na to, że jest związana z wieloma miejscami. „Urodziłam się w Poznaniu, w Polsce. Mieszkam i studiuję w Londynie i mam chłopaka w Sandefjord”. Nie ogranicza się ona jednak do podróży między Polską, Anglią i Norwegią. Opowiada również o przygodach w innych krajach, regionach i na innych kontynentach.

„Przygody zawsze przychodziły mi naturalnie, ale odkąd w wieku 15 lat chwyciłam za lustrzankę, nie szukam już jedynie wrażeń, a również motywów fotograficznych”. Joanna dzieli się swoimi zdjęciami na instagramowym profilu @krwawnik_pospolity.

Przeżywając przygody samotnie.

„Jednym z większych ostatnich przeżyć była solo wędrówka przez klify w okolicach Seven Sisters. Przeszłam niewiele ponad 20 kilometrów — tylko ja i mój aparat. Nie planowałam tego wyjazdu, ale miałam wolne na uczelni, a menadżer z dnia na dzień odwołał moje zmiany na najbliższe trzy dni. Nie chciałam siedzieć w domu bezczynnie, więc zamówiłam bilety na pociąg i spakowałam plecak.

Przywiozłam stamtąd mnóstwo zdjęć i masę ciekawych historii. Ale nie wszystko poszło po mojej myśli. Przez większość wędrówki nie miałam połączenia z internetem, na ostatnie pięć kilometrów straciłam też zasięg. Nie wiedziałam gdzie jestem i nie miałam pojęcia jak trafię do hostelu. Ale idąc tak, natknęłam się na człowieka, którego spotkałam kilka godzin wcześniej przy wodopoju. Od tamtej pory szliśmy ramię w ramię”. Mężczyzna był pod wrażeniem, że Joanna jako kobieta zdecydowała się przejść tę trasę solo, co dla niej samej nie było niczym niezwykłym.

Wyjazdy z chłopakiem.

Odkąd Joanna zeszła się z chłopakiem z Norwegii, nie ogranicza się już tylko do samotnych wycieczek. Wspólne podróże przychodzą parze naturalnie. „Wyjazdy z chłopakiem nie oznaczają gorszych przeżyć, ale trzeba się liczyć z tym, że poświęca się niezależność na rzecz odrobiny komfortu. Sprzętem można się dzielić i nie trzeba już wszystkiego nieść samemu. No i zawsze wtedy dochodzi cieszenie się swoim towarzystwem”

Joanna prawie zawsze działa spontanicznie. „Szukałam w Mapach Google czegoś zupełnie innego i wędrując tak palcem po Norwegii natrafiłam na masyw Skrim, rezerwat przyrody w okolicach Kongsberga w okręgu Buskerud. I już kilka dni później wędrowaliśmy tam z Mortenem.”

Norweski chłopak był dla Joanny przygodą samą w sobie. Ona i Morten poznali się podczas skautowego Roverway 2018 w Holandii, na którym ich patrole dzieliły ścieżkę programową i podobóz. „Na samym początku Norwegia była dla mnie czymś egzotycznym i ekscytującym. Nie mogłam przyzwyczaić się do tego, że jest się tu bez przerwy w górach, w przeciwieństwie do mojego rodzinnego Poznania, który znajduje się na rozległej nizinie. Ale po tym jak spędziłam w Sandefjord całe lato, w Norwegii czuję się już zwyczajnie, jak w domu”.

Tym, co ją ogranicza nie jest więc strach przed samotną podróżą, odległości, czy chłopak, a względy finansowe. W tej chwili oszczędza fundusze na jeszcze większą przygodę, jaką będzie CBR Moot w Australii w roku 2020 (co przez napięty plan na uczelni niestety się nie wydarzy).

Skauting poza wszystkimi granicami.

Nawet z dala od rodzinnego Poznania serce Joanny bije do skautingu. Kiedy gromada zuchowa, którą przewodziła, została zamknięta ze względu na zbyt małą liczbę uczestników, szybko znalazła dla siebie miejsce w innej, w której działała jako instruktor. Łącznie działa w kadrze już od pięciu lat i bardzo chce do tego wrócić w Londynie. „Skauting naprawdę wiele dla mnie znaczy. Jeśli miałabym dać jedną radę żądnym przygód wędrownikom z całego świata, brzmiałaby ona ‚Bierzcie udział w międzynarodowych wydarzeniach!’. Jest ich o niebo więcej niż tylko Jamboree co cztery lata. Macie do wyboru Moot, Roverway, Intercamp i Eurojam, oczywiście oprócz obozów jednostek. To najprostszy sposób, żeby znaleźć przyjaciół dosłownie z całego świata„.

Joanna ma mapę świata, na której zaznacza miejsca, w których kiedykolwiek zaproponowano jej nocleg i spotkanie, kiedy tylko będzie w pobliżu. „Właśnie TO się dzieje kiedy podróżujesz i odkrywasz nowe kultury. Więc nie bój się. Świat jest tylko i wyłącznie tak przerażający, jakim go uczynisz.

Wspomniana wcześniej mapa.

Osobiście uważam, że kilka rzeczy i emocji zostało w tym tekście wyolbrzymionych, ale sens i duch mają się wspaniale. Bardzo się cieszę się z tego doświadczenia — z tego, że miałam po raz pierwszy szansę wyrażenia siebie w formie wywiadu i z tego, że odbija się w tym tekście zarówno moja osobowość, jak i to jak widzą mnie osoby postronne. Moja twarzyczka i zdjęcia na zawsze będą w archiwach, w piwnicach norweskich skautów. Zdaję sobie sprawę z tego, że „Speideren” to żaden „National Geographic Traveler”. Ale w końcu to pierwsza dedykowana mi publikacja, mój pierwszy schodek, mój mały wielki powód do radości.

A na sam koniec bonus. Przez całą „sesję zdjęciową” kręcił się koło mnie nasz kot Tennplugg (pl.: świeca zapłonowa [współlokator go tak nazwał, jest mechanikiem]), cały czas zastanawiając się, czemu darzę uwagą jakieś ustrojstwo na statywie, A NIE JEGO. |

Człowiek! Co Ty wyczyniasz?! Miziaj!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s