Otworzyliśmy surstrømminga — najbardziej śmierdzącą rybę na świecie! [FILMIK]

Surstrømming po norwesku, surströmming po szwedzku. Mimo że słynnego śledzia mieliśmy od szwedzkiego producenta, będę się trzymać norweskiej nazwy, gdyż właśnie od Norwegów go dostaliśmy i wśród Norwegów się obracamy.

Miejska legenda głosi, że dawno, dawno temu Finowie zamówili u Szwedów duży transport śledzi bałtyckich. Szwedzi natomiast, jak na [klik] Harrych biznesu przystało, poskąpili soli, przez co gigantyczne ilości śledzi się popsuły i zakisiły. Odpowiedzialni za tę katastrofę zamietli sprawę pod dywan. Nikt nic nie wie, nic się nie wydarzyło. Skrzynie z towarem dotarły do fińskiego portu, zapłacono za nie, nie ma tematu. Przecież Finowie to prości ludzie i i tak zjedzą każde podsunięte im paskudztwo. Ku zaskoczeniu Szwedów, niedługo po zajściu dostali zamówienie na kolejną partię śledzi, jeszcze większą, z zaznaczeniem, że mają być zakonserwowane DOKŁADNIE TAK, jak tamte, bo były przepyszne i wszystkim szalenie smakowały. Nie minęło wiele czasu, a Finowie robili wielkie oczy i powstrzymywali się od śmiechu widząc Szwedów jedzących zepsute śledzie i okrzykując je narodowym przysmakiem po tym, jak ci dla żartu zamówili tej broni biologicznej cały transport.

Moja mama od dawna chciała owego kiszonego śledzia spróbować. W tym roku dostała go wśród prezentów świątecznych od mamy Mortena. Mimowolnie zostałam posłańcem. Spakowałam nabrzmiałą puchę do nadawanego bagażu modląc się o to, żeby jakimś cudem się nie otworzyła, albo nie przeciekła, bo to byłby mój bilet w jedną stronę na czarną listę linii lotniczych. Surstrømming, bo o nim mowa, to jedna z największych skandynawskich atrakcji kulinarnych. Na czym cała jego sława polega? Ano na tym, że śmierdzi. Śmierdzi potwornie. YouTube jest pełen filmików ludzi otwierających puszki z tym rarytasem, duszących się od ich zapachu, a w skrajnych przypadkach wymiotujących.

W messengerowej konwersacji rodziny Mortena wywiązała się taka wymiana wiadomości:

JA: Przygotowujemy się do otwarcia surstrømminga!
MORTEN: Moje kondolencje.
ELLEN MARIA: O Boże…
JA: Będę Wam to relacjonować!
MORTEN: Sugerowałbym raczej ucieczkę.
ELLEN MARIA: Masz maskę gazową?
(w tamtej chwili odkopałam z szafy maskę gazową, założyłam i wysłałam konwersacji selfie)
MORTEN: Spoczywaj w pokoju.

W tamtej chwili cały czas myślałam, o co tyle krzyku? Przecież to ma być do jedzenia, nie może być przecież AŻ TAK źle.

Oj, może.

Przygotowywaliśmy się do operacji cały ranek. Mama naszykowała miskę, której w razie czego nie będzie żal wyrzucić i otwieracz. Na zagryzkę, deska serów pleśniowych, do popicia – wódka.

Wyszliśmy wszyscy na taras. Czynić honory (otwierać puszkę) miał tata. Ja, jak obiecałam moim Norwegom, stałam z aparatem. Mama klęczała koło taty, ja i brat postanowiliśmy zachować bezpieczny odstęp. Tata przystąpił do pracy. Włączyłam nagrywanie. Woda w misce natychmiast zamieniła się w mętną, szarawą breję. Nie mogłam się doczekać aż poczuję ten osławiony odór.

W końcu wieczko poszło w górę. Mama natychmiast przyłożyła rękaw swetra do nosa. Brat się krzywił, ale nie pisnął słowa. Tata niewzruszony dalej „rozbrajał bombę” mówiąc tylko, że śmierdzi. A ja? Natychmiast zaczęłam kaszleć. Po dwóch haustach tego smrodu zaczęło mi się zbierać na wymioty. Oczy mi zaczęły łzawić. Chowanie nosa w sweter nic nie dało. Odpadłam po pół minuty i musiałam się ewakuować do domu, taki to był smród. Natychmiast zabarykadowałam się w pokoju, nadal kaszląc. Miałam wrażenie, że zapach śledzia przedostał się mimo zamkniętych drzwi, wyperfumowałam wszystko na swojej drodze, żeby się tego wrażenia pozbyć.

Zanim surstrømminga otworzyliśmy, wyobrażałam sobie, że będzie pachniał jak połączenie octu, ogórków kiszonych i ryby. Zupełnie chybiłam. Zastanawiałam się długo, do czego ten odór porównać, gdyż z zapachów jakie dotąd znałam, najbardziej zbliżony wydaje się fetor rozkładu, czy smród zepsutego mięsa.

Chwilę później mama zawołała mnie, żebym sfilmowała degustację. Niechętnie wyszłam ze swojego azylu. Wypłukane filety nieco mniej raziły zapachem, jednak mimo to czułam, jak podchodzi mi do gardła śniadanie sprzed kilku godzin. Przyjęłam taktykę wstrzymywania oddechu na tak długo jak to możliwe i nabierania powietrza dopiero po wychyleniu się przez balkon. Mimo to na nagraniu słychać moje odruchy wymiotne. Rodzina śmiała się potem, że zadbałam o dramatyzm, ale przysięgam, że ani jedno moje kaszlnięcie nie było upozowane. Mam dość dużą wrażliwość na zapachy, nic dziwnego, że zdecydowanie najgorzej zniosłam otwieranie surstrømminga.

Rodzice wzięli po kęsie i natychmiast popili je wódką. Na pytanie „I jak?”, odpowiedzieli zgodnie, że surstrømming ma „smak i konsystencję gówna”. Ostatecznie poprzestali na jednym niewielkim filecie na osobę i zagryźli je serem pleśniowym. Puszkę z resztą zawartości wyrzucili, w końcu ani trochę im ten śledź nie smakował, a przechowywać, nawet na balkonie, żadne z nas nie miało odwagi. Mój brat natychmiast musiał wynieść śmieci, bo w zamkniętym wnętrzu byśmy z tą rybą nie wytrzymali.

I na tym skończyła się nasza przygoda ze szwedzką atrakcją kulinarną. Cały czas z rodziną zachodziliśmy w głowę, czy istnieją ludzie, którzy autentycznie jedzą kiszone śledzie ze smakiem, czy dzisiaj są już tylko produkowane dla uciechy żądnych wrażeń turystów i dla wejść na Youtube. Tymczasem trzymajcie się i do zobaczenia w kolejnym wpisie! |

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s