Czemu domki z norweskich krajobrazów są zawsze czerwone?

Dom sąsiadów Mortena.

Zapewne każdy z Was, drogich czytelników, kto kiedykolwiek interesował się Norwegią, albo obserwuje na Instagramie kogoś, kto ostatnimi czasy był w tym zakątku świata, kojarzy tę kliszę. Czerwony, drewniany domek na tle pięknego, najlepiej górskiego krajobrazu. Ci z Was, którzy postawili kiedykolwiek stopę na skandynawskiej wsi, mogli też zauważyć inną prawidłowość. Na 99% posesji dom mieszkalny jest biały. Szopy, obory, domki na drzewie, jednym słowem budynki niższej rangi są czerwone.

Rozkład budynków na farmie Skåren należącej do rodziny Mortena.

Jeśli natomiast popatrzymy na krajobraz miejski, na tak zwaną „dobrą dzielnicę” Sandefjord, gołym okiem widać, że zdecydowanie dominuje kolor biały.

Widok na dzielnicę domów jednorodzinnych w Sandefjord.
Uliczka Sandefjord.

Spytałam w końcu Mortena: z czego taki porządek wynika? Względy praktyczne? Nie, biały trzeba przemalowywać znacznie częściej niż kolory. Estetyka, spójność, przepis ustalony z góry? No tak, ale przecież są domy, które się z tego białego schematu wyłamują. Jedyne, co jeszcze przychodziło mi do głowy to chęć nawiązania do flagi Norwegii. Białe domy, czerwone budynki gospodarcze, niebieskie niebo. Powód okazał się znacznie bardziej prozaiczny. Pieniądze!

Haft sprzed kilkudziesięciu lat przedstawiający ówczesny układ Skåren. Widać jedynie starą oborę, dom i szopę, która dziś również jest budynkiem mieszkalnym. Na dole da się przeczytać „Praca jest błogosławieństwem i radością. Losem niewolnika i prawem wolnego człowieka”.

Dawniej biała farba była najtrudniejsza do uzyskania, a przez co najdroższa i najbardziej luksusowa. Pozwolić sobie na pomalowanie nią domu, mogli jedynie majętni. Nie marnowano więc jej na obory, czy składziki. Do tych używano najtańszej czerwonej farby, którą można było produkować bez końca przy użyciu bydlęcej krwi. Biedniejsi mogli sobie pozwolić jedynie na ten odcień, do dziś w uboższych regionach, czy w miejscowościach domków letniskowych, krajobraz czerwonych budowli jest normą. Przemalowanie domu na biało było swego czasu manifestacją awansu społecznego, wśród klasy średniej zdarzały się domy z białą przednią ścianą i czerwoną resztą domu. Po tym jak to usłyszałam, zaczęłam się za takimi biało-czerwonymi domami rozglądać, niestety dziś żadnego już nie znalazłam.

Jedna z wysepek w okolicy Lofotów.

Czyli po raz kolejny. To, co kiedyś było symbolem biedy i beznadziei, czyli lichy drewniany domek pomalowany bydlęcą krwią, dziś wydaje się nam piękne, folklorystyczne i ma na Instagramie własny hasztag. Przecież w roku 2020 każdy Norweg mógłby sobie pozwolić na biały dom, a jednak wielu nie decyduje się na przemalowywanie. Pamięć o tym, skąd wziął się podział na białe i czerwone się zaciera, a na jego miejsce wkracza napędzane mediami myślenie wizualne. Ja, wychowana nie wiedząc o tym, co się za tymi kolorami kryje, zawsze uważałam czerwone domki za urokliwe i malownicze. Tak samo zapewne widzi je reszta mojego pokolenia i tak będą myśleć pokolenia, które przejmą ten świat po nas. |

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s